Róża Thun

Europosłanka

Platforma Obywatelska

Część walki już za mną, ale sprawa nadal się toczy

Róża Thun składa skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego w sprawie przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi.

Ponad 3 lata temu Tomasz Sakiewicz w programie TVP „Bez retuszu” zanegował prawo Róży Thun do bycia Polką oraz stwierdził, że posłanka jest pozbawiona poczucia jakiegokolwiek interesu narodowego. Dodatkowo redaktor naczelny „Gazety Polskiej” podkreślił, że Różę Thun można przeprosić, ale wyłącznie w języku niemieckim. W odpowiedzi europosłanka podjęła kroki prawne.

- Dzieli się nas na lepszy i gorszy sort. Hejt leje się z telewizji publicznej, z ust polityków partii rządzącej i sympatyzujących z nią mediów. Mi publicznie próbowano odebrać prawo do czucia się Polką. To niedopuszczalne i właśnie dlatego walczyłam o dobre imię przed wymiarem sprawiedliwości - stwierdza Róża Thun.

17 października ub. roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok, w którym przyznał rację Róży Thun. Wyrok w części dotyczącej wypowiedzi Tomasza Sakiewicza miał precedensowe znaczenie. Sąd stwierdził, że podważanie przynależności do narodu polskiego stanowi naruszenie dobra osobistego.

Sakiewicz został zobowiązany do zamieszczenia przeprosin na portalu niezależna.pl. Wyrok utrzymał w mocy Sąd II instancji, który stwierdził, że „wypowiedzi, które godzą w wartości związane z uczestnictwem jednostki w społeczności, w sposób naturalny kształtującej jej osobowość, wkracza także w sferę wartości leżących u podstaw ochrony czci pojmowanej jako godność osobista. Dotyka bowiem sfery kontynuacji związanej z uczestnictwem w polskiej wspólnocie narodowej (…)”.


Jednak europosłanka uznała, że nie każdy z elementów sprawy został zinterpretowany przez Sąd właściwie i zdecydowała się złożyć skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Sąd bowiem ocenił, że europosłanka ma przeprosić na swojej stronie za słowa o Sakiewiczu, które padły po programie „Bez retuszu” na konferencji prasowej w biurze przedstawicielstwa Parlamentu Europejskiego w Warszawie, i brzmiały: „Najwyższy czas, by konkretnie przeciwstawić się przemysłowi pogardy, który reprezentuje pan Sakiewicz. Od wielu lat buduje na tym swój biznes, ma z tego materialną korzyść. Jego media zarabiają na poniżaniu, obrażaniu, wykluczeniu ze społeczeństwa ludzi, którzy nie pasują do jego wizji polskości”.

- Część walki już za mną. Sąd stanął na straży godności ludzkiej i pierwszy raz orzekł, że nie można atakować mojego poczucia tożsamości narodowej. To mnie cieszy, lecz sprawa nadal się toczy i dotyczy jakości debaty publicznej, w tym swobody wypowiedzi posła Parlamentu Europejskiego w jej ramach. Nadal uważam, że media z grupy Gazety Polskiej, z którymi Tomasz Sakiewicz jest od lat związany, obniżają standardy debaty i tolerują posługiwanie się językiem plugawym – a ja mam prawo krytykować to zjawisko, bo również na tym polega moja rola jako europosłanki. Czekam z niecierpliwością na orzeczenie Sądu Najwyższego - mówi europosłanka z Krakowa.